

Wielu badaczy starało się przeszukać ów "kompost", pozostawiony przez Tolkiena, zastanawiano się jakie mity i poematy mogły być inspiracją w kreacji Śródziemia.
Przyglądano się z zachwytem Drzewu Opowieści, badano rozłożyste konary starając się odgadnąć różnorodne między nimi związki. Podziwiano pietyzm z jakim autor Władcy Pierścieni odtwarzał szczegóły warunków pogodowych, szaty roślinnej czy ukształtowania terenu wymyślonych krain, a także precyzję obliczeń czasu i odległości a nawet przypisanie wędrówkom bohaterów poszczególnych kwadr księżyca oraz kierunków wiatru.
Nikt tak jak Tolkien nie nadawał czarowności wymyślonym krajobrazom. Potrafił przetworzyć swój duchowy krajobraz tak, że wydawał się pisać o tym, co każdy czytelnik dobrze zna. Z zainteresowaniem obserwujemy każdy szczegół, na który autor zwraca nam uwagę: migoczące między drzewami światła ostatniej zagrody, gdy Frodo wyrusza na wędrówkę, szelest liści pod stopami hobbitów, wsłuchujemy się w szum wody niedaleko ścieżki w Lórien i wysokie głosy ptaków nad drzewami, czujemy zapach drzew i trawy i pieszczotę słońca na rękach.
Mówił, że literatura oddziałuje na każdy umysł podczas gdy ilustracje zwężają bogactwo możliwych wizualizacji do jednej wersji. Jeśli opowieść mówi o tym, że ktoś "Wspiął się na wzgórze i ujrzał przed sobą dolinę a w niej rzekę" to każdy, kto usłyszy te słowa, wyobrazi sobie jej własny obraz, składający się ze wszystkich widzianych ongiś wzgórz, rzek i dolin, a także ze wzgórza, rzeki, doliny, które były dla słuchacza pierwszym wcieleniem tych słów w jego świecie.
Autor Władcy Pierścieni wyobrażał sobie przyrodę jako byt pierwotny, tajemniczy, uduchowiony i wiecznie żywy, w taki tez sposób przedstawił ją w swoich dziełach. Pisał z głębin swojej podświadomości, używając środków stylistycznego obrazowania, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, że świat przedstawiony jest plastyczny, bliski i znajomy zarazem, i chłonie go wszystkimi zmysłami. Z krajobrazów Śródziemia emanuje cudowność, radość odkrywania tajemnic natury oczami niewysokich hobbitów, patrzących na przyrodę tak, jak gdyby się ją widziało po raz pierwszy, jak dziecko. W ten sposób literatura stworzona przez Tolkiena dociera do najgłębszych zakamarków duszy i koi wtedy, kiedy jesteśmy zmęczeni i znużeni otaczającym nas zgiełkiem i pośpiechem.
Natura jest kąpielą odżywczą, pisał Jacek Kolbuszewski -która przywraca siły wyczerpane w świecie ludzkim, jest zaciszną świątynią, w której dusza, z dala od zgiełku codziennych zabiegów, staje oko w oko przed sobą samą i przychodzi nad sobą do refleksji, jest miejscem oczyszczenia i tego wszystkiego, co przylgnęło do nas jako obce i narzucone, jest miejscem miary i wagi, miejscem bezinteresownego sądu, miejscem spojrzenia z oddali, pod kątem widzenia wieczności, jest ona wreszcie miejscem wzlotu myśli wolnej, własnej, wypoczętej, nie skarlałej i nie skurczonej przez względy i okoliczności.
Tolkien, miłośnik spacerów i wędrówek wiedział o tym doskonale. Od dziecka żywił głębokie umiłowanie przyrody. Jesienią, często nachodziła go "wanderlust" tęsknota do wędrówki, powodująca potrzebę wybrania się dokądś z plecakiem, odwiedzając po drodze, jak na prawdziwego hobbita przystało, spokojne gospody."Jedną ze zbyt długo odkładanych przyjemności, które musimy sobie obiecać, - pisał w liście do syna, Christophera w roku 1944- gdy Bóg zechce nas oswobodzić i znów połączyć, jest właśnie taka wspólna wędrówka, najlepiej w górzystej okolicy, niezbyt daleko od morza.
Lecz wycieczki nie zdarzały się tylko jesienią. Dość powiedzieć, że przez dużą część życia, do pracy na uczelni, Tolkien jeździł rowerem, a kiedy tylko mógł, wybierał się na spacery z rodziną czy przyjaciółmi. Ci ostatni, opisują go we wspomnieniach jako piechura, z tendencją do "wleczenia się". Jak pisał George Sayer, słowami Lewisa, :
"Nie potrafił iść i rozmawiać jednocześnie, "wlekł się" i często zatrzymywał kiedy miał coś interesującego do powiedzenia.
"Lubił przystawać i patrzyć na drzewa, ptaki i owady, które mijaliśmy. Świetnie znał łacińskie i botaniczne nazwy roślin."
Tolkien odwzajemniał się przyjaciołom, obdarzając Lewisa i jego brata mianem "bezlitosnych piechurów". Na jeden z takich spacerów, zabrał swoją półetatową sekretarkę i osobistą asystentkę, Joy Hill. Opowiadała ona potem, że przechadzka była bardzo długa i pytała raz po raz, czy starszy już wtedy pan, nie zechciałby usiąść, ponieważ ona była zmęczona a on nie. Tolkien odpowiedział, że wcale nie jest zmęczony i że muszą koniecznie obejrzeć wszystkie jego ulubione drzewa. I obejrzeli tak wszystkie drzewa w ogrodzie botanicznym, po czym zeszli nad rzekę by obejrzeć wierzby, aż znów weszli na górę, by jeszcze raz obejrzeć wszystkie drzewa.
Wszyscy, którzy go znali, powtarzają, jak wielką miłością je darzył. Carpenter pisze: " Wchodził na drzewa, opierał się o nie, nawet do nich przemawiał. Ze smutkiem odkrył, że nie wszyscy podzielają jego uczucia." Swojemu przyjacielowi, lordowi Holsburemu , pokazał nawet jak należy z nimi rozmawiać: "Po czym zatrzymał się przed drzewem, przyłożył czoło do kory, objął dłońmi pień i stał tak w zupełnym bezruchu długa chwilę." Często kładł dłonie na pniach mijanych drzew. Ich bezsensowny wyrąb traktował niemal jak morderstwo a ludzi z piłami mechanicznymi określał słowem "orkowie". Same piły zaś uważał za największe okropności naszego wieku. Czasem wyobrażał sobie powstanie drzew przeciw ludzkim dręczycielom. "Niech Pan pomyśli o potędze takiej maszerującej puszczy. Jak by to było gdyby Las Birnam naprawdę ruszył na Dunzynan." mówił do Carpentera. Po śmierci Edith, Tolkien wrócił do Oksfordu, i tam samotność w późnej jesieni życia umilała mu pewna czarna sosna w ogrodzie botanicznym, którą często odwiedzał, i z którą zrobił sobie pamiątkową fotografię.
Lubił też czynić porównania do drzew. W swoim wykładzie : Beowulf, Potwory i krytycy napisał: "Leży bowiem w ich naturze, ze owi nudziarze od badań nad historią i starożytnością ryją w spróchniałym drewnie przypuszczeń latając od jednego drzewa do drugiego."
Po śmierci Lewisa, w 1963 roku, napisał do córki: "Coraz wyraźniej czuję, to co czują inni w moim wieku, jestem jak drzewo, które traci liść za liściem a każda taka strata jest jak przyłożenie ostrza do pnia." A w utworze, będącym alegorią jego pisarstwa możemy przeczytać: "Niggle spojrzał w górę i spadł z roweru. Przed nim stało Drzewo, jego Drzewo, ukończone. Jeśli można było powiedzieć coś takiego o żyjącym Drzewie, którego liście się otwierały, gałęzie rosły i chwiały się na wietrze (...) Popatrzył na Drzewo, powoli uniósł ręce i szeroko je rozłożył.
- To dar! - powiedział."
Drzewo było dla Tolkiena nie tylko podziwianą i ukochaną rośliną, celem niemal codziennych wędrówek. Jest także symbolem jego pisarstwa, symbolem opowieści, rozgałęziającej się na wielu konarach, z których każdy ma własną historię. Nie gdzie indziej, ale pod urodzinowym drzewem w Bag End, rozpoczyna się historia z niewidzialnym pierścieniem. I tam też się kończy, kiedy zniszczone drzewo zastępuje piękny mallorn. Drzewa bywają często ocaleniem: kowal z Podlesia Wielkiego ratuje się, chwytając brzozy, Frodo i Sam znajdują chwilowe wybawienie od pościgu Czarnych Jeźdźców, a także nieoczekiwaną i miłą gościnę w Starym Lesie, Drużyna ścigana przez orków z Morii znajduje schronienie na drzewach w Lórien, Entowie pomagają armii Rohanu rozprawić się z armią orków Sarumana. Drzewa są też symbolem dobrobytu i restauracji monarchii: szczep Białego Drzewa zapowiada odnowienie dynastii Aragorna.
Jak mówił Stefan Żeromski: "Drzewa żyją wraz z człowiekiem. Są one podobne do jedynej sztuki, do muzyki. Budowle obrazy, rzeźby, najcudowniejsze objawy artyzmu żyją swym życiem własnym, być może życiem tych, którzy je z nicości utworzyli. Tylko drzewa żyją życiem powszechnym, w którym i nasze życie się mieści. Kiedy po latach witać się ze znajomymi drzewami, znajduje się w nich zmiany niemal takie same jak w sobie. Wzruszenia nasze są w ich kształcie, zmianach, szumie." Może właśnie dzięki swej sile, żywotności i długowieczności, drzewa stały się symbolem władzy królewskiej.
Nie tylko mity i języki natchnęły twórcę Władcy Pierścieni. Również natura była źródłem niekończącej się inspiracji. Jak wspomina pisarz w eseju o baśniach: "Zapoznałem się z zoologią i paleontologią ("dla dzieci") równie wcześnie co z Królestwem Czarów: oglądałem rysunki żyjących zwierząt i prawdziwych (jak mi powiedziano) stworów prehistorycznych. Najbardziej podobały mi się właśnie te ostatnie - żyły tak dawno temu, ze każda hipoteza ( zwłaszcza oparta na wątłym materiale dowodowym) nie jest pozbawiona przebłysku fantazji. Nigdy nie znosiłem, gdy stworzenia te nazywano smokami (...) Miałem wiele zapału do studiowania natury - prawdę mówiąc wolałem to od czytania baśni (...) Naturę można badać przez całe życie albo i całą wieczność (jeśli ktoś ma takie możliwości)."
Tolkien, miłośnik przyrody, żył otoczony swoim własnym, troskliwie pielęgnowanym ogrodem, zarówno w sensie fizycznym, jak i mentalnym. Tam wyrastały najpiękniejsze krajobrazy Śródziemia. "We wszystko, co robimy, wkładamy myśl o tym, co miłe naszym sercom" te słowa Haldira brzmią jak duchowe credo pisarza. Uwielbiał on rękodzieło, a swój duchowy krajobraz tworzył ze wszystkiego, co było bliskie i drogie jego sercu. Mawiał często, że ziarna jego wyobraźni odżywiają się prawie wyłącznie wczesnymi doświadczeniami, odpowiednio rozłożonymi przez czas. Przyjrzyjmy się więc bliżej przyrodzie, która mogła stworzyć jego krajobraz osobisty.
![]() |
![]() |
|---|