Elwinga


Wieczorem zmieniała się w ptaka
muskała puszyste skrzydła,
trzepot zagarniał przestrzeń
w stężały lotu łuk.
W łunie na horyzoncie
ginęła wody tafla,
chwytały się loki Uineny
plaży perłowych stóp.
A ona, jak okręt jasny
niesiony ziemi westchnieniem,
płynęła w głębię zmierzchu
w¶ród ciemnych ławic chmur.
Aż na najdalszy brzeg nocy
tam, gdzie ¶wiatła wspomnienie
zaklęte w białym krysztale
l¶ni na orbicie snów.