Himring


Wzgórza wołały cicho na północ, gdzie coraz groźniej,
chmury schodziły nisko nabrzmiałe barwą burzy.
Wiatr ciosał w trawach formy jak rzeźbiarz w ciemnym marmurze
aż kwiatów woń wystygła zakołysana upojnie.
Tak pokochałem tę ziemię dziką i sercu twardą,
gdzie zimą wiatr sypał w oczy śniegiem jak ostrym piaskiem,
gdzie inne gwiazdy świeciły i zawsze o świcie gasły,
i gdzie się myśl przegląda w jezior zimnym zwierciadle.
Więc przeznaczenie wybrałem i aż do świata końca,
ścigać mnie będzie ciemność, poderwie duszy niepokój...
Nie rozjaśni mi klejnot ponurych wspomnień mroku,
lecz krwawą łuną wzejdzie jak bitwy sygnał słońce.
I tylko siny horyzont, gdy zmienia się w szklaną zasłonę,
po której pną się miękko deszczu srebrne gałęzie,
pomrukiem burzy koi i zrywa duszę z uwięzi -
i wtedy szeptem nazywam tę ziemię swoim domem...