Imlad Morgul
Przesącza się przez krawędź gór pobladły zmierzch,
i niby chłodny całun kamieni kształt otula,
mrok przędzie lepkie sieci między fantomy drzew,
nabrzmiała brudnym deszczem, nadyma się szaruga...
W sinych obłokach kręgi wydrąża kruków lot,
płyną w odchłań bezdenną jak gdyby w sen upiorów,
a z wieży zimne światło rzuca drogowskaz wstęg
ku wrotom, których skowyt drży jękiem potępionych.
Smutna jest Imlad Morgul, kiedy rudymi liśćmi
wiatr targa, w przestrzeń rzuca, zatraca je i dławi,
a na gałęziach sople stygną kwiatami wiśni
jakby ktoś długo płakał w noc i białe łzy zostawił...
Groza dmie od Morgulu - gdy błędne korowody
ciągną nad lśniący, duszny brzeg, tonąc w Morgulduinie,
a potem cienie martwych widm wiatr włóczy ponad snem
aż się rozpaczy skończy noc i znikną w mgieł dolinie...