Maglor
Dłoń trąca piasek jak szorstkie struny,
płytki ślad rzeźbi na białej ziemi,
zmierzch schodzi szybko, kształty odbarwia
i pustkę lepi ciemną w przestrzeni.
Nocą milczenie i morza bezruch
nabrzmiewa ciężkim wspomnień brzemieniem,
przez wydmy płyną cieni szeregi
i mgieł dolina w trwogę się zmienia.
Morze, pamiętasz...? Krew na wybrzeżach,
piasek czerwony, rubinów lśnienie,
smak ciał stygnących, Łabędzią Przystań
i w echo klątwy zaklętej brzmienie?
Ty łzy pamiętasz... słyszę ich szelest
wzbiera jak przypływ gorzką muzyką,
a w aksamitnej tafli jak w lustrze
dni straszne płyną. Więc wtedy cicho
dłoń się zaciska na harfy drzewie
palce zgrubiałe w białych blizn sploty
goreją niby gwiazdy na niebie.
Gwiazdo, pamiętasz...? Jak ognia pisklę
tuliłem ciebie w najwyższej męce
ostatnią jasność morze zabrało...
rozpacz została...rozpacz, nic więcej...
Ziemio, zapomnisz, choć czas cię zmieni
losu nie przegnę bólu lamentem.
Żal pozostanie, bo świat to żal
za utraconym pięknem.