Rozmiar tekstu:
11 px  12 px
14 px




Tolkienista, jak każdy przedstawiciel wolnych ludów Śródziemia potrzebuje czasu na realizowanie swojej pasji. Mnóstwo czasu. Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że gdyby mógł, najchętniej urodziłby się długowiecznym elfem. Ostatecznie nawet żywot krasnoluda czy hobbita nie byłby dlań do pogardzenia, bo pierwszy słynął z bogactwa, a drugi do szkół chodzić nie musiał. Na pozór jednak tolkienista, jak każdy człowiek, wydaje się bardziej orkowi podobny. Na niemal wszystkich etapach życia ktoś nim kieruje zawłaszczając prawo do swobodnego gospodarowania czasem. U młodszych są to rodzice i nauczyciele, u starszych szefowie. Nawet ci najstarsi nie mają lepiej, bo chociaż już nikt nimi nie kieruje, to czas staje się dla nich towarem deficytowym. Rzeczywistość potrafi być przykra i każdy stara się uczynić ją znośniejszą. Stąd powszechne wśród rasy ludzkiej określenie "każdy orze jak może". Na szczęście tolkienista ma tę przewagę nad nietolkienistą, że jest w prostej linii potomkiem wolnych ludów Śródziemia. Ta okoliczność pozwala mu ze sprytem i zaradnością hobbita, z cierpliwością krasnoluda i z wdziękiem elfa wywalczyć cenne minuty na swoją pasję. A jej przejawów dostatek jest wszelki i trzeba by encyklopedii do ich pomieszczenia. Tymczasem opiszę pokrótce te najważniejsze.

Ring


Tolkienista Wzrokowiec.

    Tolkienista Wzrokowiec, to przedstawiciel bardzo licznej grupy osobników. To stwierdzenie jest niestety tylko przypuszczeniem, ponieważ tolkienistyka polska, a chyba i światowa nie dysponuje własnym urzędem statystycznym, ani ośrodkiem badania opinii. Chociaż bardziej przydatna byłaby instytucja w rodzaju Agencji Wywiadu, bo Tolkienista Wzrokowiec z reguły nie ujawnia ogółowi faktu przynależenia do swojej grupy. Stąd zresztą wziął się popularny ostatnio w Polsce skrót TW. Wiadomo jednak, że w swojej masie Wzrokowcy dzielą się na dwa odłamy: Czytaczy i Oglądaczy. Już samo to wskazuje, że ich aktywność na polu tolkienistycznego spędzania czasu ogranicza się do posługiwania, w pierwszym przypadku okiem, a w drugim dodatkowo uchem. Historycznie rzecz biorąc, Czytacze szczycą się o wiele dłuższymi dziejami niż Oglądacze, bo swój początek wywodzą od roku 1937 (pierwsze wydanie "Hobbita"). Oglądacze pojawili się dopiero ponad 40 lat później, w 1977 roku (premiera animowanej wersji "Hobbita" w reż. Julesa Bassa i Arthura Rankina Jr.) Rok później nieco urośli w liczebność za sprawą "Władcy Pierścieni" (również animowanego) w reż. Ralpha Bakshiego. Całkowita detronizacja Czytaczy nastąpiła w 2001 roku, gdy ekrany kin szturmem zdobyła "Drużyna Pierścienia" w reż. Petera Jacksona. To wydarzenie, przez niektórych Czytaczy określane mianem Armageddonu, na zawsze odmieniło świat tolkienistyki, ale to już zupełnie inna historia.

    Rasowego Czytacza cechuje, po pierwsze, godna podziwu regularność. Znany mi z autopsji osobnik, co rok o tej samej porze, sięga na tę samą półkę, po tę samą książkę, po czym zasiada w tym samym fotelu, przed tym samym kominkiem i zapaliwszy fajkę napchaną tym samym tytoniem, z tą samą lubością zaczyna lekturę od tego samego wersu: "Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem..." Dodam tylko, że rytuał ten powtarza niezmiennie od 26 lat. W związku z tym zupełnie nie pojmuję, dlaczego synonimem dokładności mają być akurat szwajcarskie zegarki. Drugą charakterystyczną cechą Rasowego Czytacza jest tzw. stałość egzemplarza. Raz kupionego, nie zamieni na żaden inny, nawet gdybyście go przypiekali w Orodruinie. Fizyczne zniszczenie książki też nie pomoże, bo Czytacz zrobi wszystko by zakupić identyczne wydanie. Cecha trzecia, to tzw. stan zaczytania. Zaobserwowano, że w zaawansowanym stadium, będący pod jego wpływem Czytacz jest w zasadzie mechanizmem samonapędzającym się. Działa jak perpetuum mobile. Zjawisko to w swej istocie jest mało poznane i śmiało powinno być tematem pracy naukowej, godnej Nobla. Warto też dodać, że wielu Czytaczy mogłoby, gdyby tylko chcieli, stawać do różnorakich tolkienistycznych konkursów ze znajomości tekstu. Znają go bowiem na wyrywki, a niektórzy nawet duże fragmenty na pamięć. Co ciekawe w życiu codziennym nie posługują się cytatami. Żadnym sygnałem nie zdradzając się z posiadanych zdolności. W ogóle bardzo mało o tym mówią. Krążą pogłoski, że czasami organizują seanse wspólnego czytania, ale to niesprawdzone informacje. Nieco inaczej jest w przypadku Oglądaczy. Ci chętniej się ujawniają (zwłaszcza, jeśli są młodsi wiekiem), a niektórzy poczytują sobie za honor obwieszczać światu, że właśnie pobili kolejny rekord oglądactwa. Zjawisko to nasiliło się zwłaszcza po ekranizacji "Władcy Pierścieni" przez Petera Jacksona. Rekordziści zapewne oscylują w granicach setki seansów. Bo to taka okrągła liczba i zawsze lepiej brzmi niż pięćdziesiąt. Jednak Rasowy Oglądacz nie zajmuje się biciem rekordów. Szkoda mu czasu na mozolne podliczanie. On woli delektować się kolejnymi scenami w domowym zaciszu.

    A teraz, gdy technika audiowizualna tak bardzo poszła do przodu, jest to szczególnie łatwe. Zresztą rozwój techniczny przyczynił się do wyodrębnienia wśród Oglądaczy specyficznej podgrupy zwanej poklatkowcami, którzy szczególną przyjemność znajdują w oglądaniu filmu kadr po kadrze. Twierdzą przy tym stanowczo, że tylko w ten sposób mogą w pełni docenić kunszt realizatorów. Są też tacy, którzy węszą przy tym za każdym możliwym błędem, i tych na prywatny użytek zwę Posokowcami. Kto chce należeć do klanu Oglądaczy powinien cechować się doskonałym zdrowiem. Tylko w ten sposób będzie w stanie wytrzymać trudy filmowych maratonów, w których Oglądacze gustują niezmiernie.

    Częściej też dyskutują we własnym gronie (w odróżnieniu od Czytaczy, preferujących samotnictwo), a tematem takich rozmów może być np. spór o to, czy Frodo leżał na nosie zwalonego pomnika, czy nie leżał. Jak wspomniałem wcześniej, klasyczni Wzrokowcy raczej nie przejawiają większej aktywności na innych polach tolkienistyki. Warto jednak pamiętać, że tak naprawdę, każdy z nas jest po trosze jednym z nich. Gdyby narysować drzewo genealogiczne, to właśnie Wzrokowcy zajęliby miejsce u podstawy pnia, z którego wyrastają pozostałe gałęzie tolkienistów.




Tolkienista Kolekcjoner

    Jeszcze do niedawna trafienie na Tolkienistę Kolekcjonera było nie lada wyzwaniem. Nie, żeby było ich mało, ale jakoś nie mieli szczególnego powodu by się ujawniać ogółowi. Po premierze "Władcy Pierścieni" w reż. Petera Jacksona, grupa ta rozrosła się do większych rozmiarów i dała o sobie znać. Przebieg istniejących w niej podziałów jest bardzo skomplikowany, zatem napomknę tylko o tych najistotniejszych. Pierwszy, uwarunkowany historycznie, dzieli Tolkienistów Kolekcjonerów na Arystokratów i Lud. Przy czym nie oznacza to zależności feudalnej, a jedynie wyraża stopień wywyższenia się jednych nad drugimi. Arystokraci szczycą się bowiem tym, że rozpoczęli trudne dzieło budowania swoich kolekcji w czasach, gdy o komputerach i internecie nie śniło się filozofom. A zdobycie eksponatu do zbiorów wymagało daleko większego zaangażowania ciała i umysłu niż obecnie. Pewnego Arystokratę - ortodoksa do dziś obrzydzenie bierze na myśl, o powiększaniu kolekcji za pomocą gryzonia. A gdy tłumaczą mu, że teraz najlepsze rarytasy można znaleźć w sieci, ze stoickim spokojem oznajmia, że to dla niego nie nowość. Bo najcenniejsze trofea znalazł przecież wśród pajęczyn na strychu. Przedstawiciel Kolekcjonerów z Ludu jest technicznie bardziej oświecony. Nie bacząc na ewentualne protesty obrońców praw zwierząt, męczy gryzonia jak tylko potrafi, a tajniki domu Szeloby ma w małym palcu. Linię drugiego podziału wyznaczają cechy osobowości Tolkienisty Kolekcjonera. Na jednym końcu znajdziemy Terminatora. To osobnik, który nie przepuści najmarniejszej nawet okazji do powiększenia kolekcji. Jest zainteresowany wszystkim i wszystko kupuje. Na wieść, że istnieje coś, czego nie posiada, włącza mu się program ZiZ (Znaleźć i Zdobyć), posiadający też specjalny moduł WWPK (Wytnij w Pień Konkurencję). Przeciwległy koniec zajmuje Wędkarz. To kolekcjoner cierpliwie łowiący okazje. Na pozór spokojny, flegmatyczny, wręcz niegroźny. Warto jednak pamiętać, że nie interesują go płotki, a grube ryby. I jest w stanie o nie walczyć do upadłego.

    Trzeci podział Tolkienistów Kolekcjonerów przebiega wzdłuż linii tzw. współczynnika przywiązania. Na marginesie dodam, że w tym względzie głębia interpretacyjna prozy Tolkiena jawi się w nowym, ekscytującym świetle. Zapytacie, dlaczego? Otóż przy trzecim podziale mamy do czynienia z Kolekcjonerem Krasnoludem i Kolekcjonerem Smaugiem. Znawcom twórczości Profesora już wiele więcej tłumaczyć nie trzeba, ale być może zawędrują na te strony także mniej zorientowani. Im należy się wyjaśnienie. Powszechnie wiadomo, że krasnoludy lubowały się w gromadzeniu bogactw. Posiadały jednak także żyłkę kupiecką i to głównie dzięki nim kwitł handel w Śródziemiu. Łatwo zatem o wniosek, że ich współczynnik przywiązania był stosunkowo niski. Gromadziły piękne przedmioty, ale też nimi handlowały. Podobnie Kolekcjoner Krasnolud. Dla ciekawszej lub bardziej wartościowej rzeczy gotowy jest pozbyć się jakiegoś przedmiotu ze swojej kolekcji. Ta rotacja pozwala mu nie marnować środków na kolejne gabloty, przynosi oszczędność na personelu sprzątającym kurze, a także pozwala zainteresowanym bliżej zapoznać się ze zbiorami. Nie zamknie jej na cztery spusty, bo potencjalny klient lubi wiedzieć, co kupuje. Inaczej Kolekcjoner Smaug, u tego współczynnik przywiązania jest grubo ponad przeciętną. Zazdrośnie strzeże swoich skarbów, a chętnego do obejrzenia kolekcji potraktuje jak intruza. Zamiast herbatką, powita smoczym ogniem. Eksponaty leżą u niego zwalone na kupę, sam już dawno nie pamięta ile czego posiada. Ale niech zginie mu bodaj najmniejsza figurka, gotów spalić nie tylko najbliższą okolicę. Pewien znany mi kolekcjoner twierdzi, że istnieje jeszcze jeden rodzaj zbieraczy, tzw.Hybryda. Niebezpieczny, bo łączący w sobie cechy pozostałych. Wszakże mimo tylu podziałów w łonie Tolkienistów Kolekcjonerów jest jedna rzecz, która ich łączy. To marzenie o posiadaniu koncesji na eksploatację żyły mithrilu, dzięki której mogliby bez obawy bankructwa dawać upust swojej zbieraczej pasji. Niestety, żyją w świecie naczyń połączonych, w którym gdy kolekcja puchnie, to portfel chudnie.




Tolkienista Naukowiec

    Pan Bóg tworzył świat przez dni sześć, a w siódmym odpoczywał. Pewnemu profesorowi z Oksfordu dzieło stworzenia zajęło lata i mimo, że po drodze odpoczywał wiele, nie zdołał go ukończyć. I chociaż twórca wcale tego nie oczekiwał, nadszedł dzień, gdy ze swojej norki wyjrzał niepozorny człowieczek. Nikt nie wie jak się naprawdę nazywał i co wcześniej porabiał. Wiele lat później ktoś nada mu miano Tolkienisty Naukowca, ale w czasie, gdy dzieje się ta historia były to tylko dwa puste słowa. Człowieczek pokręciwszy głową wkoło, dostrzegł świat w wielu miejscach pokryty mgłą, upstrzony dziurami, z niejedną ścieżką ledwo wytyczoną. Jednak zamiast smutku, na jego twarzy zagościła radość i zawołał: Jestem w raju! A potem się obudził.

    Lecz pamięć snu nie odeszła. Bo oto świat, który w nim ujrzał, mimo swoich niedostatków, urzekł go bogactwem i pięknem. Zdawał się tak realny, bliski, zaledwie na przymknięcie powiek. Co więcej, nie był tylko nieruchomym obrazem, on żył, on do niego mówił. Słowa w nieznanych językach dźwięczały mu w uszach. Jedne śpiewnie, inne nieco chropawo, a niektóre mroczno, wręcz groźnie. I wtedy niepozorny człowieczek postanowił, że ten świat będzie mu drugim domem. Zajmie się łataniem dziur, poprowadzi w nim nowe szlaki, nauczy się języków by lepiej go zrozumieć. Słowem, dołoży starań by ukończyć dzieło wedle zamiarów jego twórcy. Nie przypuszczał wtedy, że podejmuje się misji nieskończonej. Gdyby jednak nawet o tym wiedział, nie postanowiłby inaczej.

    Jak się więc stało, że zakasał rękawy i zabrał się do roboty. A że było jej za wiele na jedną parę rąk, szybko pojawiły się kolejne. I tak pracują do dziś, mozolnie zszywając to, co porwane, dopowiadając to, co niedopowiedziane. Z czasem, gdy było już ich wielu przyległo do nich miano Naukowców i zaczęli się specjalizować w konkretnych dziedzinach. Jedni zwani Lingwistami szkolą się w znajomości języków, piszą do nich słowniki. Drudzy zwani Kartografami katalogują każdą drogę, las, rzekę, górę by następnie rozrysować to wszystko na mapach. Kolejni, tych zwą Antropologami, zajmują się opisywaniem życia i zwyczajów rdzennych mieszkańców tego świata. Tłumacze przekładają starodawne księgi pełne podań i legend. Pojawili się Archeolodzy z odwiecznym pytaniem:, co było przedtem i Futuryści ciekawi, co było potem. A gdy zgromadziwszy tak ogromną wiedzę Naukowcy zaczęli zastanawiać się, co z nią począć, odkryli, że oprócz nich do tego świata zaglądają też inni. Równie nim zafascynowani, nie mniej zakochani. Ruszyli więc między nich by dzielić się owocami swej pracy, najczęściej nic w zamian nie oczekując. Zaskarbili tym sobie szacunek i wielkie poważanie. I gdyby ktoś, kiedyś chciał im wystawić pomnik, to powinien się tam znaleźć słynny cytat: nigdy tak wielu, nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym.




Tolkienista Twórca

    "Nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem" - biadał jeden z bohaterów filmu "Rejs" Marka Piwowskiego. Gdyby był tolkienistą nie miałby takiego problemu. Zadbał już o to sam Mistrz Śródziemia konstruując świat elfów, hobbitów, ludzi i innych ras, by w swej istocie podobny był glinie. Tworzywu tak plastycznemu, że poddaje się każdej wyobraźni. A tej tolkienista ma w ilościach nieprzebranych. Jeśli chcesz zdobyć majątek, czyń, z kim możesz zakłady, co takiego zostało opisane i wymalowane na wszystkie możliwe sposoby. W 99 przypadkach nie odpowiedzą prawidłowo, że chodzi o Śródziemie. Jeśli wydarzy się przypadek setny, to znaczy, że jesteś fajtłapa i nie dostrzegłeś, że zakładasz się z innym tolkienistą. Bezsprzecznie głównym orężem tolkienistów - twórców jest pióro i pędzel. Stąd określenia Piórnicy i Pędzlarze. Liczba tekstów autorstwa tych pierwszych, mogłaby z powodzeniem zapełnić legendarną, jeśli chodzi o wielkość, bibliotekę aleksandryjską. Być może już niebawem, ktoś zdobędzie sławę dokonawszy obliczenia ile kilometrów musiałyby mieć ściany na pomieszczenie wszystkich obrazów, grafik, rysunków, etc., których autorami są Pędzlarze. W sumie warto by wiedzieć, czy koniec tej galerii nie wypadnie gdzieś w okolicach Marsa. Astronauci, których mają wysłać w niedalekiej przyszłości w tamte rejony, mieliby po drodze zapewnioną rozrywkę. Historia tolkienistów - twórców jest równie barwna jak ich prace. Jej początki są nieco zapomniane i z tego to powodu toczy się spór, co w użyciu było najpierw: pędzel czy pióro? Dodam, spór nierozwiązywalny, przynajmniej do momentu, gdy ktoś opatentuje wynalazek podróży w czasie. Faktem jest jednak, że twórczość Pędzlarzy jest powszechniej znana, także wśród nietolkienistów. Cóż, oczy ma każdy, z umiejętnością czytania bywa gorzej. W twórczym podejściu do Śródziemia istotną cezurą czasową jest moment pojawienia się ekranizacji "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona. Trzeba wyraźnie podkreślić, że ogromna ilość prac, zwłaszcza z zakresu plastyki naznaczona jest jej piętnem.

    I w zasadzie często już nie wiadomo, czy patrzymy na Boromira, Aragorna, Froda i innych bohaterów, czy bardziej na oblicza aktorów z filmu. Niestety dla wielu Arwena na zawsze już będzie miała twarz Liv Tyler. Pocieszające jest jednak, że im dalej od premiery, tym bardziej poszukiwane są te prace, które potrafią wznieść się ponad filmową "rzeczywistość". Nie brakuje wśród Pędzlarzy autorów, którym Jackson nie zdołał skasować wyobraźni. To oni nadawali i nadają ton tolkienistycznej twórczości. Warto też pamiętać, że bez osiągnięć znamienitych Pędzlarzy, mister PJ nawet w połowie nie byłby w stanie osiągnąć tego, co mu się udało. Chociaż sam nie wiem, czy to powód do ich chwały lub może plama na honorze.

    Z kolei Piórnicy nigdy nie mieli się tak dobrze jak teraz. Znacznie mniej uzależnieni od wizji ekranowej, smarują kolejne ryzy papieru. Powieści, opowiadania, wiersze, poematy, fraszki, zagadki, do wyboru do koloru. Oczywiście jak w każdej dziedzinie, łyżka dziegdziu potrafi nadpsuć beczkę miodu. Wyobraźnia niektórych autorów sięga tak daleko, że wspomniane jej kasowanie przez Jacksona byłoby dla odbiorców ich dzieł błogosławieństwem.

    Oprócz pędzla i pióra, Tolkienista Twórca posługuje się też często instrumentem grającym. Stąd wcale niemała grupa Rzępaczy, których dokonania umilają niejedno tolkienistyczne spotkanie. Co ciekawe, jest to najbardziej czysty ideologicznie odłam. Wpływ ekranizacji jest tu właściwie śladowy. Podobne zjawisko można zaobserwować wśród Pstrykaczy. To bardzo silnie reprezentowana grupa, której przedstawiciele słyną z tego, że cokolwiek nie pstrykną, to zawsze na zdjęciu wychodzi im Śródziemie. Są też Tolkieniści Twórcy, którzy spełniają się w dziedzinach skromniejszych, chociaż wymagających daleko większej biegłości. Mamy więc grono Ozdabiaczy majstrujących gustowną biżuterię dla każdej ze śródziemnych ras. Meblościenników, dbających by każde z czterech liter znalazło godne miejsce. Jeśli zechcesz zamówić popiersie swojego bohatera, udasz się do Lepiaczy. A zgłodniawszy nieco, możesz skorzystać z doświadczeń Patelników bez obawy o rozstrój żołądka. Chyba, że trafisz do kuchni a la Mordor. Ostatnio z łezką w oku odkryłem, że wśród Tolkienistów Twórców istnieją także godni następcy ogrodniczych talentów Sama Gamgee. Jako ewenement na skalę światową nie mają jeszcze swojego miana. Ale jak Drzewiec mawiał, nie bądźmy pochopni. Odkryjemy jeszcze innych, to się wtedy coś wymyśli.




Tolkienista Organizator

    "Dobra organizacja pracy, to zwiększone efekty produkcyjne" - mawiał A'Tomek, jeden z bohaterow komiksu o Tytusie. Ten slogan, mimo że pochodzi z poprzedniej epoki, wydaje się jak ulał pasować do tolkienomaniakow. Cała ich działalność nie byłaby nawet tak bogata i ciekawa, gdyby nie istnienie wśród nich szczególnego rodzaju grupy zwanej Organizatorami. Chcąc sprostać zadaniu, którego się podjęli, niewątpliwie musieli mieć w genach iście krasnoludzki upór i pracowitość. Zamarzyli bowiem, niemal jak autorzy starożytnych dramatów, żeby w jednym miejscu, w tym samym czasie, zebrać grupę ludzi dla jednego celu.

    Dziś, po latach twierdzą skromnie, że zrobili to głównie po to, by każdy z potomków wolnych ludów Śródziemia mógł rozwijać swą pasję w sposób nieskrępowany, nie będąc narażonym na pobłażliwe spojrzenia tych, którzy nie rozumieją, jak można adorowac istoty, z których jedne mają owłosione stopy rozmiaru kajaka, a drugie szczycą się uszami w szpic. Chociaż jak dotąd nie dość dokładnie zbadano początki ich działalności, wiadomo, że Organizatorzy pojawili się już u zarania tolkienistyki.

    Faktem udokumentowanym jest utworzenie w 1960 roku w USA, "Drużyny Pierścienia", pierwszej sformalizowanej grupy tolkienomaniakow, która rychło zaczęła wydawać swój periodyk. Grupa ta dość szybko się rozwiązała, ale rzucony kamyczek już nie dał się zatrzymać. Organizatorzy spostrzegli, że jest zapotrzebowanie na ich usługi. Spróbowali więc po raz drugi, trzeci i tak już im zostało. Oto mamy więc dziś różnorakie TolkienCony, Middle-Earth Festivale, Fellowship Festivale, RingCony, DragonCony, GenCony, WizardWorldy, czy nasze rodzime TolkFolki. A na każdym taki spotkaniu roi się od sesji, paneli, wykładów, konkursów, wystaw, pokazów, koncertów, spektakli, gier rozmaitych i bicia rekordów.

    Są też Organizatorzy, którzy postawili sobie za cel zakładanie stowarzyszeń, drużyn, zakonów, gwardii i kompanii. Jedne działają w sposób zorganizowany, inne mają charakter mniej formalny, wręcz towarzyski. Od czasu gdy Szeloba została zaprzęgnięta do uczciwej roboty wiele inicjatyw ma dziś swoje miejsce w internecie. Prym wiodą wszelakiego rodzaju fora dyskusyjne. Ten cudowny wynalazek, doceniony i pięknie wykorzystywany przez Organizatorów. Z dawna bowiem wiadomo, że tolkienista lubi gadać. Potrzeba mu miejsca gdzie może spotkać braci i siostry w wierze, którzy rozumieją, że WP, H czy S, to nie są skróty od brzydkich wyrażeń. Miejsca gdzie po raz tysięczny może roztrząsać jakiś dręczący śródziemny problem. Kiedyś wymagało to wielu zabiegów, a dzisiaj może to robić w piżamie i kapciach nie ruszając się na krok z domu. I paradoksalnie wcale nie oznacza to, że stoi w miejscu. O nie, dla tolkienomaniaka droga wciąż biegnie wprzód i wprzód.




Tolkienista Imprezowicz

    Imprezy to my lubimy, oj lubimy. Już dwóch tolkienistów wystarczy, żeby było wesoło, bo jeśli mają zdolność do tak zwanego fazowania (stąd ich miano Fazowicze), to rozrywka jest zapewniona na wiele goddzin. Znane mi przypadki takich osobników potrafią w jedno posiedzenie stworzyć fanfika lub nowe, wcale udatne, wersy do wykucia na Jedynym. Cechuje ich umiejętność improwizowania, tak więc mogą się bawić niemal w każdym miejscu nie potrzebując do tego planu ani specjalnych przygotowań. Są jednak i tacy wśród nas, którzy wolą mieć wszystko zapięte na ostatni guzik, aby żadna sekunda pobytu w Śródziemiu nie została zmarnowana. Ponieważ imprezowe pomysły zapisują sobie w notatnikach jest okazja by spojrzeć w owe cenne zapiski. Już na wstępie jest mowa o strojach. To niezwykle ważny element, który zabawie dodaje klimatu i jest także okazją do zrobienia konkursu na najciekawsze odzienie. Oczywiście nie każdy jest krawcem, ale przy odrobinie samozaparcia można w pajęczynie Szeloby znaleźć takich, którzy wyczarowują najwspanialsze śródziemne odzienie, włącznie z wszelaką biżuterią i uzbrojeniem. Wedle życzeń, co do wzrostu, wagi i rasy. Jeśli nie ma się finansów na zakup, pozostają jeszcze mamy lub babcie. Drugim istotnym elementem jest scenografia. O to, wbrew pozorom, bardzo prosto, bo magię Śródziemia można już poczuć przy blasku jednej świecy. A co dopiero gdy ambitni ustawiają ich kilkadziesiąt, malują ściany, rozściełają sukna i dobierają bibeloty. Bardziej ambitni budują dekoracje, chociażby przerabiając drzwi na okrągłe. A ci kompletnie zakręceni budują sobie dom od razu na kształt hobbickiej norki. U nich imprezuje się śródziemnie non stop. Punkt trzeci mówi: Bez lembasów ani rusz! Obecność dobrego jadła, to warunek niezbędny, zwłaszcza gdy na zabawie gościć będziemy hobbitów lub sami jesteśmy hobbitem i przyjmujemy w progi. Na szczęście ilość odpowiednich do okazji przepisów kulinarnych jest wielka. Z samych porad jak zrobić lembasy możnaby wydać oddzielną książkę kucharską. Po czwarte, muzyka. Z tą nie powinno być też problemów, bo zespołów i wykonawców specjalizujących się w dżwiękach a la Shire, Gondor, czy nawet Mordor jest bardzo dużo. Jeśli nie zagrają na imprezie osobiście, to zawsze jeszcze można posłużyć się odtwarzaczem. W dobrym tonie jest także własne muzykowanie. W zasadzie wystarczy do tego flet prosty zwany fujarą, ale jak kogo stać, to i poważniejszy instrument można nabyć. Tolkieniści Twórcy dbają już od dawien dawna by tekstów pieśni, ballad i przyśpiewek nie zabrakło więc nasza impreza bez wspólnego śpiewania obyć się nie może. Tu warto dodać, że tolkienowska zabawa jest miejscem, w którym bardzo dobrze sprawdza się prezentacja wszelkiej twórczości. Nic nie stoi na przeszkodzie by zorganizować w trakcie wystawę, recytacje, konkursy czy zgadywanki.

    Gdy impreza jest większa, czasem kilkudniowa, to zwykle nie może się ona obejść bez jakiegoś turnieju łuczniczego czy pokazów walki na miecze. W tym specjalizują się tolkieniści Wojownicy, a jeśli mamy szczęście gościć Gandalfa, to i pokaz sztucznych ogni jest możliwy. Na zakończenie muszę wspomnieć o jeszcze jednym zjawisku z ostatnich lat. Może bezpośrednio nie dotyczy on imprezowania, ale jest jakąś formą spędzania wolnego czasu dostępną także tolkieniście. Na fali powodzenia filmów Petera Jacksona namnożyło się inicjatyw, które mają w założeniu przenieść chętnego w trymiga do Śródziemia. Głównie to wycieczki szlakiem ekranizacji. Szanowni Państwo ! Oto widzicie miejsce gdzie Aragorn zsiadł z konia, a tu miejsce gdzie Sam gotował królika. Na prawo jest Minas Tirith, a na lewo Hobbiton. Pięć minut na robienie zdjęć! Cóż można i tak. Warto jednak pamiętać, że pomimo zapierających dech widoków nie znajdziecie Śródziemia w Nowej Zelandii. Ono jest znacznie bliżej. Jest w nas.




Linkownia

    Pomieszczone tutaj linki obrazują możliwości tolkienowskiego spędzania wolnego czasu.

    Zbiór należy traktować jako subiektywny wybór autora, bo niektóre zagadnienia są przedstawione w tak wielu miejscach, że nie sposób wspomnieć o każdym z osobna. Ponieważ Szeloba bez wytchnienia plecie swe sieci, linki celowo umieszczam w osobnym dziale, by w przypadku ich niektualności nie trzeba było redagować tekstu od nowa.

© Autor: Ring

Ceramika inspirowana twórczością Tolkiena
http://www.wanderingfirepottery.com/Tiles%20Inspired%20by%20JRR%20Tolkien.htm

Rzeźbiarstwo
http://www.tolkientrail.com/lothlorien/albuerne.shtml
http://www.piggottsculpture.co.uk/Tolkien.htm
http://www.edoras-art.de/Specials/Robert_Gittins/robert_gittins_index_e.htm

Jubilerstwo i ozdoby
http://www.kerrypauljewellers.com/acatalog/Lord_of_the_Rings.html
http://www.tinidril.com/lotr/lorienleaf.html

Żeglarstwo
http://lehope.free.fr/images/tolkien.jpg
http://www.baltic-yachtservice.de/indexa.htm?schiffe/lorien.htm
http://www.jby.com/projects/galadriel.html

Muzyka
http://www.lubomyr.com/cd1.html

Stroje
http://www.yvettes.net/
http://folk.uio.no/sonjae/soso/autumngown.htm
http://dolfinna.com/legolas_costume.htm

Tolkienowski ślub
http://www.clevercrow.com/mewed/home.html

Mennictwo i filatelistyka
http://www.shirepost.com/

Instrumenty muzyczne
http://www.elvenkings-harp.at/

Lalki i figurki
http://nataliakarpova.ru/dolls/projects/hobbit.html
http://www.diamonddollies.com/heroes.html
http://www.dalerae.com/Toncon04comp.htm
http://mithrilmaniac.ifrance.com/mithrilmaniac/pages/indexdioramas.htm
http://hem.bredband.net/barwin/brodraskapet.html

Malarstwo
http://www.stephenhickman.com/tolkien.html
http://www.paulb.com/lordringsgal.htm
http://www.mariadistefano.it/tolkien.htm

Modelarstwo kolejowe
http://www.laketownandshire.net/

Grafika komputerowa
http://www.kokopelli.org.uk/newageart/LOTRdownloads.html

Kolekcjonerstwo przed i pofilmowe
http://www.collecttolkien.com/index.html

Wersy z Pieścienia w tłumaczeniu na inne języki
http://my.ort.org.il/tolkien/gandalf/html/ring/ring.html

Tatuaże
http://www.starchamber.com/paracelsus/elvish/tattoos.html

Meble
http://www.middleearthfurniture.co.uk/index.htm

Haftowanie
http://www.amandasartquilts.homestead.com/index.html

Fotografia
http://www.pbase.com/annayu2/tolkien

Tolkieniści jak świat długi i szeroki
1. na Węgrzech
2. w Argentynie
3. w Kolumbii
4. w Brazylii
5. w Niemczech
6. w Chile
7. w Belgii
8. w Peru
9. w Meksyku
10. we Francji
11. we Włoszech
12. w Finlandii
13. w Szwecji
14. w Szwajcarii
15. w Holandii
16. w Izraelu
17. w Rosji

Ozdabianie wnętrz
http://www.walltowallstencils.com/gallery/fullsize/pattyhoneringtorule.jpg

Restauracja El viejo Hobbit w Argentynie
http://www.gesell.com.ar/hobbit/tolkien.htm

Tolkienowskie szachy
http://www.neomonsterisland.com/assorted/lotr/index.htm

Rzeźbione dynie
http://kasei.us/pictures/2005/20051022-Keene_Pumpkin_Festival/38

Teatr
http://www.enchantedplayhouse.org/images/hobbit/pages/Bilbo-Gandalf.htm
http://www.e-z.net/~ebrownweb/hobbit.htm

© Autor: Ring

Powrót

Ten artykuł był czytany 329 razy.