Rozmiar tekstu:
11 px  12 px
14 px




     "Przysięgą związani..."

31 marca 2006 roku był dniem premiery kolejnego albumu Protectora i Sileniusa, noszącego znamienny tytuł "Oath Bound". Z niecierpliwością czekałam na możliwość zamówienia płyty i wreszcie, dwa dni po Wielkanocy odebrałam przesyłkę.

Zâir-Ugru-nad



    31 marca 2006 roku był dniem premiery kolejnego albumu Protectora i Sileniusa, noszącego znamienny tytuł "Oath Bound". Z niecierpliwością czekałam na możliwość zamówienia płyty i wreszcie, dwa dni po Wielkanocy odebrałam przesyłkę. Gdy z głośników popłynęły pierwsze dźwięki utworu "Bauglir", poczułam ten jedyny w swoim rodzaju dreszcz, jaki rozchodzi się po plecach, gdy muzyka otwiera wyobraźnię i przenosi w świat, którego urok odczuwa się każdego dnia, z każdym spojrzeniem w kierunku wschodzącego o poranku słońca.
    Pierwszy utwór, zatytułowany "Bauglir"- ma charakter interludium, wprowadzającego w klimat całego albumu. Są to słowa, jakie w "Silmarillionie" Morgoth wypowiada do uwięzionego Hurina. Poprzez to interludium płyta przypomina dość mocno wcześniej wydany album "Let Mortal Heroes Sing Your Fame", gdzie w klimat wprowadzają wypowiedziane w Czarnej Mowie Wersy Pierścienia.
    Głębokie uderzenia bębnów, bogate, melodyjne symfoniczne dźwięki oraz wplecione chóry sprawiają, że albumu słucha się "jednym tchem", pod warunkiem oczywiście, że black-metalowy wokal Sileniusa i Protectora nie stanowi przeszkody dla uszu ;-) Osobiście nie przepadam za black metalem- swojego czasu zraziła mnie zarówno tematyka, jak również w wielu przypadkach brak wyraźnej linii melodycznej. Muzykę Austriaków odbieram zupełnie inaczej -jest ona dla mnie głęboką, wielowątkową i starannie zaaranżowaną epicką opowieścią o Śródziemiu. Gdyby ktoś mnie spytał, co można czuć słuchając tej płyty, powiedziałabym, że jednocześnie smutek, tęsknotę, niepokój, bojowy zapał do walki, a ponad to wszystko bezgraniczny żal, że nie jestem gdzieś na górskim pustkowiu smaganym wiatrem, przez który przewalają się chmury i mgły. Czuję również trudne do opisania wzruszenie, jedno z tych, które wyciskają łzy z oczu. Wzruszenie z powodu świadomości, ile własnego serca i ducha zostawiłam w Śródziemiu od dnia, gdy uległam jego urokowi. Świadomości, że ten urok trwa nadal i jest nierozerwalną częścią życia.
    Wielowątkowość albumu jest widoczna zarówno w muzyce, jak i w tekstach. Właśnie tekstom chciałabym poświęcić nieco więcej uwagi, bowiem nie sam muzyczny podkład decyduje o wartości utworu. Tolkienowskie inspiracje artyści czerpią tutaj w większości z Silmarillionu ("Bauglir", "Menegroth", "Beleriand", "Might and Glory", "Across the Streaming Tide"), a same teksty są fragmentami poezji Tolkiena z "The History of Middle Earth". Wczytując się i wsłuchując w tekst utworu "Menegroth" odkrywamy, że jest to pieśń o Thingolu, podobna rytmem do znanej Pieśni o Gil-galadzie. Zacytuję drugą zwrotkę:

His shields were shining as the moon
His lances keen of steel were hewn
Of silver grey his crown was wrought
The starlight in his banners caught

Natomiast w Pieśni o Gil-galadzie można przeczytać:

His sword was long, his lance was keen,
his shining helm afar was seen;
the countless stars of heaven's field
were mirrored in his silver shield.


    W utworach z tego albumu bardzo często poruszane są motywy walk o Beleriand, wędrówki elfów z Zachodu do Śródziemia, a wszystko to podane w niezwykle pięknej, poetyckiej formie, czego przykładem jest fragment utworu "Across the Streaming Tide":

The hearts of western elves burn bright
With joy that mocks the spring
To hear all heaven's keen clarions ring
Music that bids the sprit sing


    Niezwykle piękny jest również ostatni utwór, zatytułowany "Land of the Dead", a szczególnie zakończenie śpiewane przez chór.Są to fragmenty "The Lay of Leithian", którego całość można znaleźć w "The History of Middle Earth":

Upon the plain, there rushed forth and high
Shadows at the dead of night and mirrored in the skies
Far far away beyong might of day
And there lay the land of dead of mortal cold decay


    W moim odbiorze niezwykłość muzyki Summoning polega na niezwykle starannym zaaranżowaniu oraz wyborze najpiękniejszych i najbardziej przemawiających do wyobraźni fragmentów poezji Tolkiena. Linia melodyczna oraz wplecione często partie instrumentalne dają słuchaczowi komfort odbioru i czas na faktyczne "poczucie" utworu, bez stresującej świadomości, że się za chwilę skończy.

    Jest również na płycie utwór wyjątkowy, pozornie nie pasujący do pozostałych-"Mirdautas Vras". Napisany i śpiewany w zrekonstruowanej Czarnej Mowie, jest w istocie bojową pieśnią Sił Ciemności. Muszę przyznać, że utwór ten robi chyba największe wrażenie-i pod względem treści, i ekspresji wykonania. Black-metalowy wokal Sileniusa pasuje idealnie do jego klimatu, spotęgowanego akompaniamentem bębnów, trąb i wojennych okrzyków. Słuchając go, widzi się maszerującą niezliczoną armię Mordoru, ruszającą na podbój Śródziemia.

    Zdaję sobie sprawę, że utwór ten wywołuje kontrowersję. Jego tytuł można przetłumaczyć jako "Dzień zabijania" lub "Dobry dzień na zabijanie". Niektórzy zarzucają zarówno Austriakom, jak i fanom ich muzyki fascynację ciemną stroną tolkienowskiego świata. Z drugiej jednak strony-w twórczości Tolkiena znajdujemy przecież wiele niezwykle sugestywnych, fascynujących i plastycznych opisów-jak choćby wymarszu armii Mordoru przez bramy Minas Morgul. Czytamy rozmowy toczące się pomiędzy orkami, mamy okazję poznać ich mentalność, przekonać się, że również im nie jest obcy strach i zmęczenie ciągłą wojną. Skoro Tolkien tak szczegółowo opisuje Siły Ciemności, dlaczego nie mieliby tego robić miłośnicy jego twórczości, którzy w artystycznej formie przekazują swój odbiór tolkienowskiego świata? Poza tym, Summoning w swojej twórczości muzycznej wybiera całkowicie odmienną drogę, nie ograniczając się wyłącznie do "Władcy Pierścieni", ale sięgając również do mniej znanych utworów Tolkiena.

     Napisałam powyżej, że "Mirdautas Vras" pozornie nie pasuje do reszty utworów znajdujących się w albumie. Pora chyba zwrócić uwagę na wątek przewodni całej płyty, który według mnie łączy wszystkie osiem utworów-tytuł albumu. Noldorowie związani zostali przysięgą ścigania Morgotha i odzyskania Silmarili, która wytyczyła im drogę trudów, walki, krwi i nieopisanych tragedii. Ci, którzy się w tą przysięgę uwikłali później, ulegli pożądaniu. Z drugiej strony-związani przysięgą złożoną w stanie zniewolenia i strachu słudzy Czarnego Władcy. Przysięga posiada różne oblicza, a jej złożenie ma zawsze ważkie następstwa, nierzadko pełne smutku, bólu i nieszczęścia, które na długo pozostają, gdy bitewny zgiełk ucichnie...

    Album "Oath Bound" jest według mnie znakomitą i dojrzałą kontynuacją równie niezwykłej płyty "Let Mortal Heroes Sing Your Fame". Jest jak najbardziej wart tego, aby w pochmurny wieczór usiąść przy skąpym świetle i na ponad pięćdziesiąt minut przenieść się do Śródziemia, za którym tak często tęsknimy...

© Autor: Anita Weber "Zâir-Ugru-nad", 4 maja 2006

Summoning "Oath Bound", wyd. 2006, Napalm Records Handels GmBH

Lista utworów:
1. Bauglir
2. Across The Streaming Tide
3. Mirdautas Vras
4. Might And Glory
5. Beleriand
6. Northward
7. Menegroth
8. Land Of The Dead

Powrót

Ten artykuł był czytany 69 razy.