Rozmiar tekstu:
11 px  12 px
14 px




     "The Rings"

"Prawdziwy muzyk opiera się pokusie zredukowania swej sztuki do nędznego procesu promowania siebie."

Elbereth



    Tymi słowami rozpoczął wypowiedź o muzyce Artura Stalteri Chris Sherman w lipcu 2003 (zob. www.tolkien-music.com lub www.arturostalteri.com/review). Istotnie, muzyka tego twórcy jest mało komercyjna i tym samym mniej znana wielbicielom "mocniejszych brzmień", gdzie również nie brak tolkienowskich inspiracji. W sklepach internetowych The Rings umieszczona jest zazwyczaj w kategoriach "muzyka poważna", choć w istocie cała twórczość kompozytora oscyluje między muzyką poważną, lecz nie wykraczającą poza ramy tonalności przełomu XIX-XX wieku a gatunkiem nazywanym powszechnie New Age. New Age to określenie szerokie, w jakim mieści się zarówno Vangelis, Enya, jak zespół eRa. Słowem - wszystko, co wykracza poza kategorie "popowo-metalowo rockowe" a co podkreśla kolorystykę brzmienia, ilustracyjność i w czym przebrzmiewają echa muzyki dawnej - średniowiecznej/renesansowej, lub muzyki folkowej.
    Słuchając The Rings ma się istotnie wrażenie, że kompozytor do kolorystyki przykłada największą wagę. Unikając pomocy elektronicznej - a przynajmniej - redukując ją do minimum, tworzy utwory na skład jedynie kilku instrumentów, umiejąc wydobyć z nich impresjonistyczne wrażenia, nasuwające pewne skojarzenia z Debussy'm (solówki fortepianowe). Ten brak elektroniki, "łatwizny" efektów specjalnych wykorzystywanych wielokrotnie w muzyce poświęconej fantasy jako najprostszy środek silnego wyrazu oraz brak monumentalności Howarda Shore'a powodującej, że na sam dźwięk trailera pierwszej części "The Lord Of The Rings" serce bije szybciej, jak przy pierwszym usłyszeniu początku "Carminy Burany" Carla Orff'a, niewątpliwie utrudnia zadanie stworzenia tolkienowskiej ilustracji muzycznej.
    Arturo Stalteri postawił na kilkuosobowy zaledwie skład - fortepian, skrzypce, wiolonczela, kilka instrumentów dawnych i głos sopranowy. Żadnej perkusji, gitar elektrycznych, odgłosów natury czy innych efektów. Aby oddać w ten sposób klimat stosowny to tytułów utworów, kompozytor zdany został na te środki wyrazu, jakie posiadali twórcy muzyki wieków poprzednich: melodia, harmonia, rytm, dynamika, agogika, tempo, kolorystyka. Czy mu się to udało jest jednocześnie pytaniem, czego słuchacz oczekuje po muzyce mającej być ilustracją do Władcy Pierścieni.
    Na początku The Rings mamy kilkusekundowy motyw Baggins' Theme, po czym zaczyna się utrzymana w skocznym tempie Bilbo's Party. Ostinatowy, etiudowy akompaniament fortepianu z towarzyszeniem skrzypiec, utrzymany w tonacji pogodnie durowej, bez wielkiego kontrastu przechodzi w Gandalf The White. Delikatny, nasuwający skojarzenia z poezją śpiewaną głos solowy (bardzo ładny sopran Jenny Sorrenti) z - jak wszędzie, akompaniamentem fortepianu. W kolejnych dwóch utworach dominują płynne, pasażowe figuracje fortepianu z legatową linią melodyczną smyczków. Nieco wewnętrznego sprzeciwu wzbudził Fangorn - kompozytor usiłował podkreślić tajemniczość dysonansami. Zboczył z tonalności, półtony, zabrudzone tercje i trytony z przeplatającymi się akordami molowymi, utrzymane w dynamice od mezzo piano do mezzo forte na średniej wysokości, bez wyraźnej podstawy basowej nie brzmią ani tajemniczo, ani mrocznie, lecz niezdecydowanie, pozostawiając uczucie niedosytu. Le Ultime Luci di Brea - spokojne, pełne fortepianowych improwizacji i modulujących figuracji z często powtarzającą się kwartą zwiększoną znów nasuwa fascynację impresjonizmem. W Cavalieri Neri fortepian pełni funkcję głównie rytmiczną. Ostinatowa, szybka etiudowa lewa ręka i molowe tonacje przeplatające się z mającymi podkreślić napięcie dysonansami - całość miała być może ilustrować tętent końskich kopyt w gonitwie, osobiście mnie jednak nie przekonuje. Jeszcze więcej wątpliwości wzbudza Lo Specchio di Galadriel. Fortepian i skrzypce grają stałą formułę w nieokreślonej tonacji, będącej na granicy konsonansu. Pojawia się delikatny wokal połączony z brzmieniem instrumentów ludowych. Cały utwór przy tym opiera się na jednym akordzie. Zdziwiło mnie też, że na The Ring Bearer a więc kluczową postać dzieła Tolkiena, składa się jedynie kilkusekundowy motyw przechodzący natychmiast w kolejny utwór tak, że jest on praktycznie niezauważony. Najdłuższym utworem albumu jest Theoden e i Ricordi. Brzmi jak etiuda fortepianowa na triolki, ze śpiewnym wiolonczelowym legato. Tonacja zdecydowanie molowa, ale unikająca tonalnych zależności (tonika-dominanta), za to nie stroniąca od toniki szóstego stopnia, bardzo popularnej w dzisiejszej muzyce filmowej. W dalszej części klimat się nieznacznie zmienia, nasuwając skojarzenia z akompaniamentem do romantycznych pieśni takich, jak w twórczości Franciszka Schuberta. Nieco dziwi mnie, że najbardziej dramatyczny i ekspresyjny utwór na płycie jest poświęcony akurat Theodenowi. Moją ulubioną kompozycją w albumie jest zdecydowanie The Grey Havens' Lullaby na fortepian solo. Śpiewna, delikatna i bardzo impresjonistyczna kołysanka jako jedyna w pełni odpowiada swemu tytułowi.
    Przyzwyczajona do ścieżki dźwiękowej z The Lord Of The Rings Howarda Shore'a, przy pierwszym słuchaniu całkowicie odrzuciłam muzykę The Rings. Ani dynamiki, ani ekspresji, ani dramatyzmu, jaki osiąga się przez zdecydowane kontrasty harmoniczne i dynamiczne, ani melodii wpadającej prosto w serce, którą się potem kilka dni śpiewa. Czy oznacza to jednak, że płyta nie jest godna polecenia? Jakiś czas później przesłuchałam ją po raz drugi, nie wnikając tym razem w tytuły poszczególnych utworów i tym samym w ogóle nie narzucając sobie tolkienowskiej interpretacji. Muzyka od razu stała się inna. Spokojna, relaksująca, oscylująca klimatem gdzieś pomiędzy muzyką poważną przełomu XIX-XX wieku, a dzisiejszą muzyką ilustracyjną, jaką słyszymy często w telewizji.
    Stąd też, miłośnikom takiego właśnie gatunku mogę spokojnie polecić ten album. Pytanie tylko, czy taka była intencja kompozytora? Więcej informacji na stronie kompozytora http://www.arturostalteri.com

© Autor: Anna Milewska - Elbereth Gdańsk, 14.06.2008

Powrót

Ten artykuł był czytany 480 razy.