Rozmiar tekstu:
11 px  12 px
14 px




Mały, cichy, spokojny ludek, żyjący na uboczu Śródziemia, zajęty własnymi sprawami, rozmiłowany w ogrodnictwie, tytoniu, jedzeniu i kamizelkach. Rasa wesoła, lecz bez wyobraźni i marzeń, nie stawiająca sobie wielkich celów, celebrująca samo życie, jego trwanie i przemijanie. W razie potrzeby odważna, wytrwała, silna. Tyle wie o hobbitach każdy... ale czy rzeczywiście można coś o nich wiedzieć na pewno?

Nellelórë


Gandalf - przynajmniej on - nie zgodziłby się z takim podejściem do sprawy. Swe własne zdanie na ten temat tak podsumował w rozmowie z Frodem w Bag End pewnego kwietniowego dnia pod koniec Trzeciej Ery Śródziemia:
"Hobbici to doprawdy zdumiewające stworzenia, co zresztą zawsze mówiłem. Niby można w ciągu tygodnia poznać ich na wylot, a przecież po stu latach znajomości potrafią cię zaskoczyć niespodzianką nie do wiary!"
Czarodziejowi warto wierzyć. Myśląc i mówiąc o hobbitach, zbierając informacje na ich temat, lepiej miejmy się na baczności. Ta spokojna, prozaiczna i doskonale przewidywalna rasa potrafiła zadziwić niejednego z wielkich tego świata.

Postępując więc z należytą ostrożnością, co możemy powiedzieć na pewno? Hobbicka powierzchowność jest dobrze znana. To ludek mały, mniejszy od krasnoludów, o wzroście wahającym się od dwóch od trzech stóp (choć obecnie praktycznie nie ma już hobbitów mierzących ponad trzy stopy, niestety). Poza wyrażanym w stopach niskim wzrostem wspólne dla wszystkich są stopy materialne, służące do chodzenia: o twardej, rzemiennej podeszwie, porośnięte kędzierzawym, zwykle kasztanowatym włosem. Twarze hobbitów wyobrażamy sobie jako szerokie i rumiane, podobne do siebie nawzajem, a ich sylwetki jako równie podobne, mocno zaokrąglone - ale tak naprawdę można zauważyć wyraźne różnice między trzema głównymi szczepami:

  • Harfootami,
  • Stoorami i
  • Fallohidami.


Ci pierwsi mieli najciemniejszą skórę, najdrobniejszą postać, najkształtniejsze dłonie i stopy. Stoorowie odznaczali się cięższą budową i większymi kończynami, Fallohidzi zaś najjaśniejszą cerą i włosami; ich sylwetki były smuklejsze, a wzrost wyższy niż u pozostałych hobbitów.

Te charakterystyczne cechy, odróżniające poszczególne szczepy, zapewne jednak nie rzucały się bardzo w oczy, gdy widziało się hobbitów w większym zgromadzeniu - ubierali się bowiem wszyscy podobnie, a butów nie nosili niemal nigdy. Lubili żywe i jasne kolory: żółty, zielony i czerwony, przepadali za kamizelkami, często haftowanymi, spodnie lubili aksamitne, marynarki brązowe i zielone, cenili wyeksponowane guziki - złote lub w kolorze złota - a uszy mieli lekko liściokształtne i spiczaste. O strojach hobbitek wiele nam nie wiadomo, ale czemu nie miałyby lubić zieleni, żółci, czerwieni i twarzowych brązów, aksamitów i haftów tak samo, jak hobbici płci męskiej? Możemy je sobie bezpiecznie wyobrazić w takich właśnie kolorach i materiałach, z rumianymi policzkami i kędzierzawymi lokami, zarówno ciemnymi, jaki i w kolorze jasnego złota.

Tyle wygląd; a co "na pewno" można powiedzieć o hobbickim charakterze? Był przede wszystkim głęboko pokojowy: nigdy ze sobą nie walczyli, nie znali wojen innych niż obronne, a i te bardzo rzadko się zdarzały; bywali kłótliwi i rozplotkowani, ale wszelkie nieporozumienia dawały się załagodzić przy kufelku niezrównanego piwa i fajeczce wybornego tytoniu z Południowej Ćwiartki. Hobbici nie cenili wiedzy, nauki i sztuki jako takich - woleli rzeczy użyteczne (choć, jak się przekonamy za chwilę, nie byli w tym konsekwentni). Jedyne księgi, które interesowały większość, to te z zawiłymi, rozbudowanymi genealogiami hobbickich rodów, a o istnieniu sztuk pięknych w Shire nie mamy żadnych przekazów, chyba że wyroby stricte artystyczne znajdowały się wśród mathomów - przedmiotów przekazywanych sobie nawzajem, w niekończącym się obiegu, z okazji urodzin; przedmiotów bezużytecznych, lecz biada temu, kto chciałby któryś po prostu wyrzucić. Może były wśród nich obrazy, rzeźby, bibeloty?

Oczywiście sztuka to jedno, a rzemiosło to całkiem inny temat: to ostatnie było w Shire cenione i rozwinięte. Hobbici "mieli długie i zręczne palce i umieli wytwarzać mnóstwo pożytecznych i ładnych przedmiotów", jak to opisano w sposób nie pozostawiający wątpliwości w Prologu do Władcy Pierścieni. Umiejętnie posługiwali się narzędziami rzemieślniczymi, rozpowszechnione były w ich kraju miechy kowalskie, ręczne krosna, wodne młyny, a zawody takie, jak kowalstwo, powroźnictwo, stolarstwo i inne powszechnie poważano. Jedynym niemal całkiem nieznanym rzemiosłem było - z przyczyn nie wymagających dalszych wyjaśnień - szewstwo. Rolnictwo i ogrodnictwo, żyzna ziemia, drzewa i kwiaty to dla hobbitów podstawa istnienia - darzyli je miłością i szacunkiem, troszczyli się o nie, uprawiali z zapałem i znawstwem.

Gdy mowa o hobbitach, prędzej czy później dojdziemy do tematu jedzenia i picia - dobrego i w dużych ilościach. Jadano sześć razy dziennie, w tym dwa obiady, o ile się dało. Hobbici kochali spotkania towarzyskie, te uroczyste i te bez okazji, pisanie listów do tych wszystkich znajomych, do których "nie dało się dojść spacerkiem w ciągu popołudnia", wspólne żarty, śmiech i prezenty - zarówno ich dawanie, jak i przyjmowanie. Mieli dużo dzieci. Cenili tradycyjną hobbicką architekturę - większość nawet pod koniec Trzeciej Ery mieszkała w ziemnych norach-smajalach (naturalnie o zróżnicowanym standardzie i ilości spiżarni). Nie lubili pływać, ani łódkami, ani wpław (jeśli nie liczyć Brandybucków, rodziny szczególnej także pod innymi względami), mieli za to doskonały słuch, bystry wzrok i pewną rękę, zarówno wtedy, gdy mieli do dyspozycji łuk i strzały, jak i wtedy, gdy przyszło się posłużyć tylko kamieniem. Byli bardzo związani z naturą - raz jeszcze warto to mocno podkreślić. W porównaniu z ludźmi to "istoty utrzymujące silniejszy kontakt z przyrodą (ziemią oraz innymi żywymi istotami, roślinami i zwierzętami) i, co niespotykane u ludzi, pozbawieni ambicji czy żądzy bogactw", jak pisał Tolkien w liście do Miltona Waldmana. Hobbici to rasa z gruntu dobra, choć daleka od doskonałości, czasem małostkowa i często ograniczona; rasa miła i pokojowa, choć bynajmniej nie tak "jasna, prosta i bez sprzeczności", jak książki, które lubili najbardziej (jeśli już coś mieli ochotę przeczytać). Nawet dumny Namiestnik Gondoru przyznał, że "nie należy sądzić niziołka po pozorach". Bywali wśród nich ekscentrycy, podróżnicy, żeglarze, historycy, wojownicy, przyjaciele elfów; znalazł się jeden, który uratował świat, i kilku takich, którzy mu w tym pomogli, ryzykując życie. Tak, Gandalf miał rację: to był lud pospolity, zdolny do rzeczy niepospolitych.

Sam J.R.R. Tolkien, gdy go o to pytano, twierdził, że czuje się hobbitem. To do nich czuł najwięcej sympatii, oni byli mu najbliżsi. Na zakończenie naszej krótkiej analizy hobbickich cech i zwyczajów przypomnijmy sobie fragment listu pisarza do Deborah Webster, listu, który tyle nam powie o samym Tolkienie, co o jego ulubionym małym ludku, zdradzając o tym ostatnim jeszcze kilka prawdziwie smakowitych szczegółów:

"W gruncie rzeczy jestem hobbitem (pod każdym względem oprócz wzrostu). Lubię ogrody, drzewa i tradycyjnie uprawiane pola; palę fajkę i lubię dobre, proste jedzenie (nie przechowywane w lodówce), natomiast gardzę kuchnią francuską; lubię i nawet odważam się nosić w tych nieciekawych czasach ozdobne kamizelki. Lubię pieczarki (świeżo zebrane z pola); mam bardzo proste poczucie humoru (które nawet przychylni mi krytycy uznają za nieco męczące); chodzę spać późno i późno wstaję (w miarę możliwości). Nie podróżuję dużo. (...) Mam nadzieję, że tyle Pani wystarczy."


Mam nadzieję, że tyle wystarczy na początek Czytelnikom tego tekstu. Ci, którzy zapragną czegoś więcej, niech podążą śladami Gandalfa i kontynuują jego studia nad mieszkańcami Shire. Materiału nie brak, zakrętów na drodze też. Jak w hobbickiej piosence podróżnej, zawsze znajdzie się nowy, a za każdym czeka niespodzianka.

© Autor: Bożena Mitko 'Nellelórë'

Powrót

Ten artykuł był czytany 386 razy.